| osób odwiedziło ten portal od 1 czerwca 2007 roku Kontakt ![]() |
Najczęściej oglądane: » Walec, kula, stożek czyli... Kubizm » Secesja |
||||
|   | ![]() |
|
|
||
|
NEWSLETTER Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach dodaj swój adres e-mail WYSZUKIWARKA |
16-Wojna w obrazach Cogito, 11(31)/1995 Idąc chronologicznie, w naszych rozważaniach o sztuce Polskiej, nie sposób pominąć okres drugiej wojny światowej. Jednak właśnie ten okres w sztuce stwarza pewne trudności, gdy chce się o nim napisać i w miarę atrakcyjnie zilustrować. Oczywiście kolorowo. Tymczasem sztuka okresu omawianego tym razem, wcale kolorowa nie jest. Dlatego zdecydowałam się omówić także parę obrazów namalowanych po drugiej wojnie, ale jej dotyczących. I to właśnie one będą ilustracją. Widok komory gazowej na zlecenie Sztuka w kraju, który w 1939 roku utracił niepodległość a cieszył się nią zaledwie lat dwadzieścia, zamarła tak, jak zamarło Państwo Polskie. Jednak to nie oznacza, że wcale jej nie było. Kwitła bowiem w tym czasie twórczość obozowa. Oficerowie w obozach jenieckich portretowali swoich kolegów, rysowali obrazy z przebytych bitew. To samo robili więźniowie obozów koncentracyjnych. Jednak to tylko szkice, robione głównie ołówkiem. Władze obozowe rzadko wydawały zgodę na malowanie. Jeżeli jednak już ją wydawały, to życzyły sobie wtedy obrazów dokumentujących życie obozowe dla swoich własnych potrzeb. Pamiętajmy, że Niemcy namiętnie, choć to może nie najlepsze słowo, fotografowali egzekucje. Dokumentowali je tak, jak malarz fotografuje swoje dzieła. Niemcy zlecali często właśnie Polakom malowanie scen przedstawiających hitlerowskie zbrodnie. Czy nie zdawali sobie sprawy, że kręcą bicz dla siebie, czy też w ogóle nie myśleli o tym? Jednak faktem jest, że wielu więźniów malujących dla szefa obozu i na jego zlecenie, robiło najpierw szkice zamawianej pracy i właśnie te szkice potajemnie sobie zostawiało. Nie znamy więc dzieła ostatecznego, bo po przegranej wojnie Niemcy zniszczyli je jako stanowiące obciążający dowód, ale znamy do niego szkice. Są one świadectwem tych okrutnych czasów. Chociaż, moim zdaniem, nie ma potrzeby opisywania dokładnie co było na takich obrazach, bo i tak się domyślacie, podam jeden jedyny przykład, którego ze względu na to, że ocalał jedynie czarno-biały szkic - nie zilustrujemy. Wiktor Simiński na zlecenie władz obozowych wykonał obraz pt: W komorze gazowej. Aby mógł go namalować lekarz-sadysta dał mu na dwa dni zwolnienie z zajęć obozowych.1 Czy trzeba opisywać taki szkic? Przecież można się domyślić co robią postaci w komorze gazowej, do której weszły niby „pod prysznic”. Wszystko umiejscowione w realiach Straty w ludziach nauki i kultury w okresie drugiej wojny światowej szły w tysiące i dziesiątki tysięcy. Jeśli idzie o plastyków to było ich ponad dwustu z czego samych żydów ponad stu. Gdybyśmy chcieli wypisać ich nazwiska zajęłoby to kilka stron w naszym piśmie. Plakat i Żart Osobny rozdział twórczości wojennej polskich artystów stanowi sztuka propagandowa i karykatura. Sztuka propagandowa to oczywiście plakaty nawołujące do walki z okupantem (Słynnym jest plakat Mieczysława Tomkiewicza zatytułowany: „Bij Niemca” czy plakat Mieczysława Jurgielewicza i Edmunda Burke to: ”Do Broni w szeregach AK” - oba z 1944 roku). Natomiast karykatura jak sama nazwa wskazuje to … po prostu satyryczne rysunki przedstawiające znienawidzonego okupanta tak, by wywołały uśmiech na nawet najbardziej zmęczonej i chorej twarzy. Najsłynniejsze przedstawiały oczywiście Niemców jako świnie zgodnie z tym, że w języku niemieckim porównanie do świni do tej pory jest jedną z największych obelg. Bardzo często satyrycznym rysunkom towarzyszyły dowcipy, które nie potrzebowały ilustracji. Dla przykładu jeden z nich (z 1943 roku): „Wiecie, że w tym roku jasełek nie będzie? Dlaczego? Jezus w getcie, Matka Boska w Lazarecie, Trzej Królowie w Londynie, osioł w Rzymie, diabeł w Berlinie - nie ma komu występować."
Tragizm wojny czyli to wszystko co wiąże się z nim, a więc strach o życie swoje i najbliższych, strach przed głodem, bólem, nędzą, robactwem i niepewnością jutra, koszmary senne oraz pamięć o nich wywoływały u wielu twórców ekspresjonistów potrzebę reakcji. Tak dobitnej i wyraźnej, że formy abstrakcyjne sprostać jej nie były w stanie a realistyczne wizje wydawały się za mało przejmujące mimo swej wstrząsającej przecież wymowy - artystycznego dokumentu. Wszystko to dotyczy zwłaszcza Polski. To nie jest bowiem bajka, że procentowo ponieśliśmy największe straty w ludziach. Ekspresjonizm, rozumiany zwłaszcza jako połączenie wielu środków wyrazu, pojawił się u polskich artystów niemalże od razu. Nie była to jednak doktryna jakiejś grupy, ale raczej ratunek artystycznej osobowości ocalałych z pożogi wojennej malarzy, który w ten sposób ratowali się z obsesji. Takim twórcą jest Andrzej Wróblewski. Malarz Krakowski, urodzony w roku 1927, miał w chwili wybuchu wojny, co łatwo obliczyć, lat 12. Nie należał więc do pokolenia Kolumbów. Zabrzmi to może jak komunał, ale pokolenie Baczyńskiego, czy Gajcego miało dzieciństwo i kawałek młodości, natomiast pokoleniu Wróblewskiego wojna wgryzła się w czas dojrzewania. Czas, kiedy człowiek jest najwrażliwszy. Wróblewski stworzył własną koncepcję malarstwa głęboko refleksyjnego. W jego obrazach elementy figuratywne, wzmacniane twardym i oszczędnym konturem oraz ostrymi kontraktami rozświetlonych barw ulęgają częstokroć destrukcji. Jeżeli nie, to bywają surrealnie wikłane w nieoczekiwane układy, których celem jest silniejsze wyartykułowanie intelektualnych treści, stanowiących główną motywację powstania dzieła. Tak jest w przypadku najsłynniejszego dzieła tego artysty tj. serii obrazów poświęconych ulicznej egzekucji. Rozstrzelania to tylko pozornie pozbawiona narracji seria dzieł. Rozkawałkowane ciała człowieka sprowadzonego do podmiotu ukazane zostały niby bez emocji. Wszyscy bohaterowie mają jednakową twarz. Bo przecież człowiek tutaj, w tej chwili to zbiorowy bohater. Dlatego artysta nie skupił się na cechach osobowościowych postaci. Spójrzcie jednak na splecione dłonie stojących obok siebie dwóch osób: rozstrzelanej przed chwilą, której korpus odwrócony jest do góry nogami i tej, którą kula dosięgnie za chwilę. Te splecione dłonie więcej mówią o strachu człowieka znajdującego się w sytuacji ostatecznej, kiedy wie, że oto zaraz na pewno stanie przed Bogiem. Zaciśnięta pięść drugiej dłoni tej postaci również pokazuje strach, o którym w danej chwili nie ma on już komu powiedzieć. Z tym strachem musi borykać się sam. Ta seria obrazów to po prostu refleksja nad samotnością ludzkiej istoty jako nieodłącznym piętnem jej losu.
Spójrzcie na drugą ilustrację obok. To obraz urodzonego po wojnie malarza Andrzeja Novak-Zemplińskiego. Uważany za najlepszego współczesnego artystę malującego konie, jednego z artystów najlepiej sprzedających się za granicą. Obraz ten przedstawia Krajobraz po bitwie nad Bzurą. Widzimy na nim porzucone, połamane wozy i konia skubiącego trawkę. Wprowadzony jest do tego obrazu smutek, żal, ale widać też jedno: namalował to ktoś, kto znał realia, był nad Bzurą (Nieopodal miejsca gdzie rozgrywała się bitwa leżą Tułowice gdzie Andrzej Novak-Zempliński ma swój dom), widział krajobraz, a jednak bitwę zna tylko z opowieści i relacji. Sam tego nie przeżył, nie doświadczył. Dlatego trudno porównywać oba obrazy, a zresztą nie oto tu chodzi. Każdy z nich jest inny. Przedstawia inne wydarzenie z czasów wojny. Oba łączy fakt, że do tejże wojny nawiązują. Spójrzcie więc na nie. Jeden namalowały przeżycia a drugi wyobraźnia. Widzisz błąd na tej stronie? Napisz | ||||
|
Ostatnia aktualizacja: 2010-09-06 |
Copyright © Małgorzata Karolina Piekarska | ||||
| Realizacja: webtime.pl | |||||