| osób odwiedziło ten portal od 1 czerwca 2007 roku Kontakt ![]() |
Najczęściej oglądane: » Walec, kula, stożek czyli... Kubizm » Secesja |
||||
|   | ![]() |
|
|
||
|
NEWSLETTER Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach dodaj swój adres e-mail WYSZUKIWARKA |
07-Realizm Chełmońskiego Cogito, 3(23)/1995 Sztuka nie jest cackiem, które bawi ani niańką, która opowiada wzruszające historie, ale - razem z nauką - tworzy dwa skrzydła, za pomocą których ludzkość wznosi się coraz wyżej nad świat zwierzęcy... Tak wygląda sztuka realna... Ona nie pozostawia urojeń zamiast prawdy, ale z rzeczywistości wydobywa treść piękną i uczy ja odnajdywać - w życiu codziennym, które w języku idealistów nazywa się „szarym” i „płaskim”...
To termin ustalony przez Gustave Courbeta malarza francuskiego. Taki tytuł nadał swojej wystawie obrazów umieszczonej w 1855 roku w osobnym pawilonie obok salonu paryskiego, który jego obrazy odrzucił. Courbet chciał tym słowem zerwać z akademicką sztuką idealizującą i jej pięknymi tematami, pokazać, że wartość dzieł wynika ze skupienia ich uwagi na realiach świata widzialnego. Realiści to malarze dość często czerpiący tematy z życia ludu i to tego najbiedniejszego. Ich sztuka niejednokrotnie ukazuje w sposób bardzo ostry konflikty społeczne stąd często zyskuje nazwę realizmu krytycznego. Do największych jego przedstawicieli należeli w Polsce: Franciszek Kostrzewski, Józef Szermentowski, Aleksander Kotsis i Aleksander Gierymski.
To jak odbierano realizm i realistycznie namalowane obrazy wspaniale opowiedział w swoim pamiętniku Franciszek Kostrzewski. Niechże jego fragment posłuży nam za komentarz. „Naprzeciwko mego mieszkania mieszkał szewc; otóż dowiedziawszy się, żem malarz przyszedł z propozycją, bym mu ładny szyld wymalował, a on mi za to zrobi parę butów. Z nieudanym zapałem wziąłem się do pracy, i za dni kilka namalowałem zgrabniutki but mocno świecący, cień rzucony od buta na podłodze i bliki ostre na skórze, dość dobrze naśladowały naturę. Pan majster jednak kazał mi światła zamalować na czarno, utrzymywał bowiem, że on robi buty całe czarne, a nie z białymi plamkami. Mój Boże, wielu ja potem takich szewców spotykałem, uchodzących za znawców sztuki, w dalszej mojej karierze.” Za dużo życia Kiedy na drugim roku studiów w Monachijskiej Akademii wystawił po raz pierwszy swój obraz na widok publiczny Józef Chełmoński widzowie osłupieli ze zdumienia. Obraz olejny pt. Dziewczyna w saniach przedstawiał step zawiany śniegiem i pożłobiony w koleiny. Na tle takiego oryginalnego - skromnego krajobrazu rozpędzone konie, prawie nie dotykając kopytami śniegu, ciągną sanie, w których widać rozmarzoną jasną twarz dziewczyny. Oniemieli monachijczycy nie przywykli do takich obrazów. W prasie napisano, że obraz piękny, ale ... stanowczo za dużo w nim życia. Przerażała ta dzikość i żywiołowość jakie biły z obrazu młodego malarza. Ale i tak od razu Chełmoński stał się tam sławny.
Jednak w Warszawie jego obrazy nie podobają się wcale. Wysłane na wystawę do Zachęty Babie lato zostaje uznane za ... nieprzyzwoite. Przecież dziewczyna ma stopy gołe!!! Mało tego! Brudne!!! Ale to nic! Te gołe i brudne stopy bezczelnie wpycha widzowi pod nos! Leży w niedbałej pozie! Tego nikt nie powiesi w salonie! Jedyny Prus wskazał na prawdę zawartą w obrazie i napisał: „Dziewczynina wiejska przewracając się po trawie, łapie pajęczynę. W dali łąka równa jak stół, taka właśnie jakich u nas najwięcej; na łące stado szkap, między stadem zaś a dziewczyną czarny wiejski pies z podniesionym do góry uchem. To niby wszystko i nie wszystko: pies bowiem jest już taki pies psi, że aż się chce na niego zagwizdać, a dziewczyna jest już taka rzetelna wiejska dziewczyna, że aż chce się ... powiedzieć: - Pilnowałabyś tam lepiej bydła, a nie sprynce stroiła, bo jak przyjdzie gospodarz, to cię tak sękatym batogiem wykropi, że aż wrzaśniesz!” Psy pomieszane z końmi W związku z niepowodzeniem Babiego Lata wśród publiczności obraz Wyjazd na polowanie Zachęta także odrzuciła. Napisano do malarza, że obraz przedstawiający cztery psy i jednego konia nie został przyjęty. Chełmoński odpisał wprawdzie, że obraz ów przedstawia cztery konie i jednego psa, ale kto by się tam przejął zdaniem jakiegoś malarzyny. Przecież w Zachęcie zasiadają znawcy. Magia pejzażu i portrety koni Skąd u Chełmońskiego zamiłowanie do pejzażu? Nic nie wywarło na nim takiego wrażenia jak ukraińskie stepy, które widział na własne oczy w czasie wielu wycieczek, jakie odbył na te tereny w latach młodzieńczych. Przyćmiły one i wielkość Petersburga i światowość Monachium. Na Ukrainie doznał objawienia. Ocknął się w nim temperament „stepowca”, który już do końca go nie opuścił. To właśnie wycieczka na Ukrainę zrodziła jego największe arcydzieła, w których główną rolę gra ...koń. Takich koni polska sztuka przed Chełmońskim nie znała. (O Michałowskim w Polsce nikt wtedy jeszcze nie wiedział.) Chełmoński zna nie tylko budowę konia, ale i jego cechy indywidualne. Konie mają swoje portrety na obrazach Chełmońskiego. Właściciel jest w stanie poznać, że to jego gniadosz spogląda z płótna a nie ten, którego ma sąsiad. Chełmoński niezrównanie wprost maluje ruch konia i to nawet ten najszybszy. Stąd popularność jego „czwórek” i „trójek” jak nazywano jego obrazy przedstawiające rozpędzone cztery lub trzy konie ciągnące wozy czy sanie. ”Taki znawca konia mógł urodzić się tylko w Polsce, gdzie całe pokolenia spędzały życie w siodle” - pisał o Chełmońskim jeden z historyków sztuki z początku naszego wieku. Samotne noce w polu Zamiłowania Chełmońskiego do pejzażu nie sposób pojąć gdy nie ma się chęci na spędzanie czasu w samotności pośród pól. To najbardziej nęciło artystę. Potrafił spędzać na powietrzu całe dnie i to bez względu na porę. Kuropatwy na śniegu zaobserwował naprawdę. Nie były wymysłem imaginacji, ale realistycznym przedstawieniem tego co widział artysta. Oglądał wschody i zachody słońca, słuchał kumkania żab, żaden z polskich malarzy nie podszedł tak blisko do przyrody, żaden z nich nie stopił się z nią w jedną całość. Żaden też nie uwiecznił tak jedności chłopa z przyrodą. On chłopa nie tylko obserwował ale i znał. On widział orkę o zachodzie słońca. Gdzie na tle szaro-czerwonego nieba umęczony, spocony i bosy mężczyzna pogania woły tak jak i on zmęczone. On znał polskiego chłopa i jego lęk przed burzą stąd nie dziwi realizm z jakim odmalował nie tylko burzę, szare niebo, zgięte, wiatrem miotane trawy ale i chłopców ze strachem żegnających się krzyżem świętym. Barwy dzikie jak step i szare jak ziemia U Chełmońskiego barwa odgrywa niezwykłą rolę. Widzowie jego obrazów niejednokrotnie nie zdają sobie sprawy jak wielka jest prawdziwość tych barw. Oni przecież nie widzieli ani takiego nieba ani takiej trawy. Nie czuli przyrody tak jak Chełmoński stąd być może chłodne przyjęcie jego obrazów w kraju. Dla krytyki każde z tych płócien jest szarawe. Szarawe są zarówno Kuropatwy na śniegu jak i Żurawie, Bociany czy Kurka wodna. Publiczność wolałaby damy w strojnych sukniach lub sceny historyczne w barwnych szatach. Tu nic takiego nie ma. Tu jest przedstawiana polska przyroda w takich barwach w jakich widzi się ją naprawdę ale tylko wtedy gdy nie traci się czasu na plotki w salonach. Dlatego barwy Chełmońskiego bywają ostre, pełne temperamentu jak stepy ukraińskie ale bywają tez spokojne, stonowane jak ziemia, która żywi ludzi i zwierzęta. „Gwazdanina” - cóż to takiego? Tak nazwali krytycy sposób w jaki Chełmoński kładł na płótno farby. Szczegół ważny dopracowywał on dokładnie, ale to co jest w obrazie krajobrazowym tłem malowane było zazwyczaj szerokimi, dość przypadkowymi pociągnięciami pędzla nie było w tym nic z elegancji innych malarzy. Niedbałość i powierzchowność faktury malarskiej potęgują jeszcze jej nierównomierność. Przy pomocy takich właśnie środków, takiej gwazdaniny, Chełmoński uzyskiwał jak najbardziej realistyczny efekt. To sa przyczyny dla których uważany jest dzisiaj za czołowego realistę i kwintesencje polskości.
Widzisz błąd na tej stronie? Napisz | ||||
|
Ostatnia aktualizacja: 2010-09-06 |
Copyright © Małgorzata Karolina Piekarska | ||||
| Realizacja: webtime.pl | |||||