| osób odwiedziło ten portal Kontakt ![]() |
Najczęściej oglądane: » Walec, kula, stożek czyli... Kubizm |
||||
|   | ![]() |
|
|
||
|
NEWSLETTER Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach dodaj swój adres e-mail WYSZUKIWARKA |
Drewniany dom żelaznej Anny Kurier Warszawski 2/2006
Karolina to imię ściśle rodzinne. Tak wyrażała się tęsknota Anny za zmarłą w połogu matką. Jedną z córek – moją prababcię Leokadię nazwała na drugie Karolina. Bała się dać jej tak na pierwsze, by nie powtórzyła losu jej matki. Leokadia zwana w rodzinie Karolcią również urodziła córkę - Janinę, której drugie imię brzmiało Karolina. Janina Karolina miała trzech synów. Tak więc w jednym pokoleniu Karoliny zabrakło. Dopiero u Macieja ojca niżej podpisanej pojawiła się Karolina. Początkowo miałam mieć tak na pierwsze, ale prababcia Karolcia wspomniała o śmierci przy połogu, o wiecznej tęsknocie i cierpieniach Anny i przekonała rodziców, że Karolina to może być tylko moje drugie imię. Życie na wyspie Skąd rodzina Anny miała pieniądze? Przekazy powiadają, że z... wody. Saską Kępę zakładały cztery rody o holenderskich korzeniach: Wolframowie, Jopsowie, Neumannowie i Szenkowie. Te rody koligaciły się ze sobą. Byli Ewangelikami, którzy w okresie kontrreformacji z Holandii przybyli do Polski jako państwa bez stosów. To oni kolonizowali i osuszali Żuławy Wiślane, zakładali Ciechocinek i zamieszkali Saską Kępę. Pierwotnie była to wyspa zwana Kępą Kawczą, potem Olęderską, a dopiero później za sprawą odbywających się tu w czasach Saskich jarmarków - Saską. Że jest to wyspa widać do dziś. Wystarczy zerknąć na mapę, by zobaczyć, że Kępa od południa oddzielona jest Wisłą, od północy działkami przy Waszyngtona wzdłuż których płynie kanałek wody, a od wschodu dzieli ją również pas działek z kanałkiem. Na zachodzie na początku ulicy Saskiej była przystań na Kępie. A tuż za dzisiejszym stadionem dziesięciolecia port Praski. Przodkowie Anny żyli z czegoś co wiązało się z wodą, rybami i żeglugą. Jak to się stało, że dorobili się fortuny? Brak na ten temat rodzinnych przekazów, ale możliwe jest, że było to związane z Portem Praskim, bo do nich należały tereny pod dzisiejszym stadionem dziesięciolecia.
O ile nie zachowały się rodzinne przekazy dotyczące profesji osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych Neumannów, Szenków, Wolframów i Jopsów o tyle sporo jest opowieści obyczajowych. Zwłaszcza o Annie stojącej nad brzegiem jeziorka kamionkowskiego i wołającej do męża Władysława, by natychmiast zaprzestał kąpieli i wracał, bo narobił jej ośmioro dzieci i ma obowiązki. O tym, że całe życie tęskniła za nieznaną matką. Opowiadano też o rozpaczy Anny po starcie ukochanego syna. Kazimierz Przybytkowski zmarł na grypę hiszpańską w czasie wojny polsko-radzieckiej pod Ostrowią Mazowiecką. Zachowało się jego zdjęcie w mundurze żołnierskim. Anna nie akceptowała też początkowo małżeństwa mojej prababci. Leokadia Karolina wyszła za mąż za ukochanego z dzieciństwa Antoniego Adamskiego – urzędnika kolei carskiej - zwanego Antoleńkiem. Co Annie nie podobało się w Antoleńku? Po pierwsze nie szły za nim takie pieniądze jakimi dysponowała Anna i jakie dawała w posagu swoim dzieciom. Po drugie... wychowywana przez matkę w ewangelickiej wierze Leokadia Karolina miała związać się z katolikiem? To się Annie nie podobało. Trąciło to wprawdzie trochę hipokryzją, bo przecież jej mąż Władysław Przybytkowski był katolikiem, a i jej synowie przyjęli wiarę ojca, a nawet ukochany Kazio nie jeździł do zboru na plac Małachowskiego. A jednak! Anna za wszelką cenę starała się rozdzielić ukochanych. Był rok 1902. Antoleniek zamieszkujący podwarszawską wieś o dźwięcznej nazwie Mokotów przybywał do Warszawy. Na Solcu na jednym z pastwisk czekał na niego Władek Majewicz i przewoził łódką dłubanką przez Wisłę. Wszystko po to, by Antoleniek mógł dotrzeć do leżącej na prawym brzegu rzeki wsi Saska Kępa i potajemnie spotkać Karolkę lub przekazać jej chociaż listy. „Człowiek szczęśliwym jest tylko w latach chłopięcych. I dlatego też przypomnij sobie nasze zabawy "w berka", "w śnieg" jakie one były niewinne. Jakież miłe wspomnienie. A zarazem przykre, smutne, bo chciałabyś aby się te chwile wróciły. Tymczasem daremnie...” - pisał w jednym z nich. W końcu jednak miłość zwyciężyła i Antoleniek powiódł Karolkę do ołtarza. I... wraz z nowopoślubioną małżonką zamieszkał gdzie? Oczywiście w drewniaku. Tu w 1905 roku przyszła na świat ich córka, a moja babcia - Janina Karolina.
Drewniany dom na Kępie widnieje na wielu obrazach. Zawsze z tym samym rozległym kasztanowcem, ale na każdym obrazie jest inny. Bo też dla wielu drewniak był natchnieniem, ale każdy widział go inaczej. Przede wszystkim malował go ukochany syn Anny - Kazio. To on olejną farbą na desce utrwalił Kępę pełną stogów siana. Dziś w tym miejscu rozpościera się brukowany kocimi łbami koniec ulicy Dąbrówki, gdzie po lewej stronie stoi odrapany domek wybudowany przez Leokadię Karolinę. Nazywana w rodzinie Karolcią też malowała. Była uczennicą szkoły rysunku Wojciecha Gersona. To jej autorstwa jest widok drewniaka od strony dzisiejszego przedszkola przy Dąbrówki. Dopiero patrząc na jej obrazek widzimy, że dom stoi na górce. Jeszcze na początku dwudziestego wieku, zanim uregulowano Wisłę, wiosną okoliczne łąki stawały pod wodą. Nad nimi górował jedynie drewniany domek Anny. Ile ganeczków?
W 1952 roku powstał ostatni obraz przedstawiający drewniak namalowany przez Wacława Chodkowskiego. Jeden z nielicznych ukazujących domek od strony północnej. Tej bez ganku i balkonu. To okolicznościowa laurka na dziewięćdziesiąte urodziny Anny. Na akwarelce podpisali się wszyscy. Dziś niektóre podpisy wyblakły. Z trudem rozpoznaję rękę prababci Karolci. Rok potem zmarł Wacław, kilka miesięcy później sama Anna. Dom zaczął popadać w ruinę. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych Bogdan Szenk postanowił urządzić jakoś swoich synów. Jemu, jako najmłodszemu wnukowi Anny oraz późnemu dziecku Anieli Przybytkowskiej i Witolda Szenka przed wojną wybudowano blok. Budynek Dąbrówki 9/11 został po wojnie włączony do kwaterunku. Wuj Bogdan z dwoma dorastającymi synami gnieździł się w dwupokojowym mieszkanku. Na jego apel 23 listopada 1977 roku w gmachu hipoteki stawiło się trzynastu krewnych, z których każdy miał udziały w drewnianym domku. W przypadku kilku z nich ten udział wynosił 3/72 całości. Dom był wtedy w ruinie. Widzisz błąd na tej stronie? Napisz | ||||
|
Ostatnia aktualizacja: 2013-05-25 |
Copyright © Małgorzata Karolina Piekarska | ||||
| Realizacja: webtime.pl | |||||