Licznik
osób odwiedziło ten portal Kontakt

Najczęściej oglądane:

» Walec, kula, stożek czyli... Kubizm

» Od śmietnika po piedestał

» „Barocco” znaczy perła


 
 
 
 
Start
Książka z autografem
Spotkania
Sama o sobie
Inni ze mną i o mnie
Książki
Opowiadania
Wiersze
Felietony
Artykuły i reportaże
Ciekawostki
O muzyce
O sztuce
Podróżnicze
Popularno-edukacyjne
Różne
3 x miłość?
Adwokaci i
prokuratorzy w
rodzinie
Akademicki materac
Ananiasz i druciak
Bahdajowo, czyli
Warszawa
Barka to nie
dziwka....
Będziesz kim zechcę!
Brzdąc w moim pokoju
Byłam szalonym
małolatem
Casting
Chcesz nagrać płytę?
Chcę być kobietą
Ciasna i wesoła,
wielka i piękna -
Warszawa Hanny
Ożogowskiej
Ciągłe emocje
Co wyszło z ekranu?
Córeczka tatusia
Czarownice są wśród
nas
Czas dla siebie
Czekolada z tabasco
Cztery radości i
cztery kłopoty
Dla przyjemności
Do serca przytul psa
Do zakochania jeden
krok
Domino
Drewniany dom
żelaznej Anny
Godziny dobrej
zabawy
Granice zbrodni
Inteligentnie w
Raszynie
IRC party
Jabłko od jabłoni
Jedenaście dni na
śmiech
Jestem dzieckiem
pijaków
Jordanek to nie
tylko ogródek
Kieszonkowe
Kocham nowego tatę
Kostka lodu
Legendy a telewizja
Mam jeszcze czas
Matura niebieskich
mundurków
Miłość z lamusa
Na gigancie
Na smyczy GSM
Na tylnym siedzeniu
Na żywo i z puszki
Nie szata zdobi
człowieka
Obciachowi rodzice
Pechowcy i
szczęściarze
Piosenki Powstańcze
Plan życia
Pod nazwiskiem Pana
Woreczko?
Pornoterror
Giedrowicza
Przestań, bo się
posikam!
Sonda
Sposób na wakacje -
wykopaliska
Tam, gdzie lwowskie
śpią orlęta...
TATUAŻ ZDOBI TWOJĄ
PIERŚ
Tatusiu kim jesteś?
Tona węgla
Trzy złote kule,
renifery i
Coca-cola, czyli
cała prawda o
Świętym Mikołaju
Typy, typki i
typasy, a wszyscy są
z jednej klasy
W matni
Wakacje w ciupie
Wejdź w sieć
Wiedza pod celą
Więcej niż myślenie
po polsku...
Wstręciuchy
Z ukrytą kamerą po
warszawskich ulicach
Za jakie grzechy Bóg
mnie zesłał do
Polski?
Zakuty łeb?
Zbierał nas jak
znaczki
Zmęczony, ale w
swoim żywiole
Życie to nie rysunek
Sylwetki
Wywiady
Telewizja
Galeria
Multimedia
Konkursy
Przydatne
Przyjaciele
Kontakt
Wszystko o moim Ojcu
Genealogia
Mój blog
Mój Fotoblog
Gra Klasa Pani Czajki
Warsztaty dziennikarskie
 

NEWSLETTER

Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach dodaj swój adres e-mail




WYSZUKIWARKA

Szukaj słów:
Drewniany dom żelaznej Anny

Kurier Warszawski 2/2006

 

Dom przy Walecznych 37 jako jedyny stoi skosem do ulicy. To także jedyny drewniany dom na Saskiej Kępie. I to za jego sprawą ulica Dąbrówki jest ślepa. Cóż.. .stoi tak jak wybudowała go przed przeszło stu laty jego pierwsza właścicielka, a moja praprababka – Anna Klotylda z Neumannów Przybytkowska. Kobieta z żelaza, co widać gdy patrzy się na jej portret. Spogląda z niego dama o surowej twarzy. Majestatycznie opiera rękę na stole. Lada moment walnie w niego pięścią. W tle drewniak, a w jego oknie – mąż i ojciec jej ośmiorga dzieci. Wygląda jakby nic nie znaczył, bo jego głowa w oknie jest tak samo ważna jak stojąca tam doniczka. Portret namalował zięć Anny – Wacław Chodkowski. Dlaczego żelazna Anna? Sama nadałam jej ten przydomek. Bo tak o niej myślę ilekroć patrzę na portret i wspominam rodzinne opowieści o jej życiu. Anna urodziła się w 11 kwietnia 1862 roku we wsi Saska Kępa. Dzień jej urodzin okazał się dniem śmierci jej matki – Karoliny Szenk, niespełna siedemnastoletniej i ponoć pięknej dziewczyny. Ojciec Anny Aleksander Neumann dość szybko znalazł pocieszenie w ramionach siostry zmarłej żony – Krystyny Szenk, z którą miał jeszcze dwie córki. Ale do końca swoich dni żył i mieszkał w domu z Anną. I do końca swoich dni obwiniał córkę o śmierć młodej żony. Być może dlatego, że miłości matczynej nie znała, a ojciec był dla niej oschły, Anna była osobą bardzo surową.

W kręgu Karoliny

Karolina to imię ściśle rodzinne. Tak wyrażała się tęsknota Anny za zmarłą w połogu matką. Jedną z córek – moją prababcię Leokadię nazwała na drugie Karolina. Bała się dać jej tak na pierwsze, by nie powtórzyła losu jej matki. Leokadia zwana w rodzinie Karolcią również urodziła córkę - Janinę, której drugie imię brzmiało Karolina. Janina Karolina miała trzech synów. Tak więc w jednym pokoleniu Karoliny zabrakło. Dopiero u Macieja ojca niżej podpisanej pojawiła się Karolina. Początkowo miałam mieć tak na pierwsze, ale prababcia Karolcia wspomniała o śmierci przy połogu, o wiecznej tęsknocie i cierpieniach Anny i przekonała rodziców, że Karolina to może być tylko moje drugie imię. 

Życie na wyspie

Skąd rodzina Anny miała pieniądze? Przekazy powiadają, że z... wody. Saską Kępę zakładały cztery rody o holenderskich korzeniach: Wolframowie, Jopsowie, Neumannowie i Szenkowie. Te rody koligaciły się ze sobą. Byli Ewangelikami, którzy w okresie kontrreformacji z Holandii przybyli do Polski jako państwa bez stosów. To oni kolonizowali i osuszali Żuławy Wiślane, zakładali Ciechocinek i zamieszkali Saską Kępę. Pierwotnie była to wyspa zwana Kępą Kawczą, potem Olęderską, a dopiero później za sprawą odbywających się tu w czasach Saskich jarmarków - Saską. Że jest to wyspa widać do dziś. Wystarczy zerknąć na mapę, by zobaczyć, że Kępa od południa oddzielona jest Wisłą, od północy działkami przy Waszyngtona wzdłuż których płynie kanałek wody, a od wschodu dzieli ją również pas działek z kanałkiem. Na zachodzie na początku ulicy Saskiej była przystań na Kępie. A tuż za dzisiejszym stadionem dziesięciolecia port Praski. Przodkowie Anny żyli z czegoś co wiązało się z wodą, rybami i żeglugą. Jak to się stało, że dorobili się fortuny? Brak na ten temat rodzinnych przekazów, ale możliwe jest, że było to związane z Portem Praskim, bo do nich należały tereny pod dzisiejszym stadionem dziesięciolecia.

Świat według Anny

O ile nie zachowały się rodzinne przekazy dotyczące profesji osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych Neumannów, Szenków, Wolframów i Jopsów o tyle sporo jest opowieści obyczajowych. Zwłaszcza o Annie stojącej nad brzegiem jeziorka kamionkowskiego i wołającej do męża Władysława, by natychmiast zaprzestał kąpieli i wracał, bo narobił jej ośmioro dzieci i ma obowiązki. O tym, że całe życie tęskniła za nieznaną matką. Opowiadano też o rozpaczy Anny po starcie ukochanego syna. Kazimierz Przybytkowski zmarł na grypę hiszpańską w czasie wojny polsko-radzieckiej pod Ostrowią Mazowiecką. Zachowało się jego zdjęcie w mundurze żołnierskim. Anna nie akceptowała też początkowo małżeństwa mojej prababci. Leokadia Karolina wyszła za mąż za ukochanego z dzieciństwa Antoniego Adamskiego – urzędnika kolei carskiej - zwanego Antoleńkiem. Co Annie nie podobało się w Antoleńku? Po pierwsze nie szły za nim takie pieniądze jakimi dysponowała Anna i jakie dawała w posagu swoim dzieciom. Po drugie... wychowywana przez matkę w ewangelickiej wierze Leokadia Karolina miała związać się z katolikiem? To się Annie nie podobało. Trąciło to wprawdzie trochę hipokryzją, bo przecież jej mąż Władysław Przybytkowski był katolikiem, a i jej synowie przyjęli wiarę ojca, a nawet ukochany Kazio nie jeździł do zboru na plac Małachowskiego. A jednak! Anna za wszelką cenę starała się rozdzielić ukochanych. Był rok 1902. Antoleniek zamieszkujący podwarszawską wieś o dźwięcznej nazwie Mokotów przybywał do Warszawy. Na Solcu na jednym z pastwisk czekał na niego Władek Majewicz i przewoził łódką dłubanką przez Wisłę. Wszystko po to, by Antoleniek mógł dotrzeć do leżącej na prawym brzegu rzeki wsi Saska Kępa i potajemnie spotkać Karolkę lub przekazać jej chociaż listy. „Człowiek szczęśliwym jest tylko w latach chłopięcych. I dlatego też przypomnij sobie nasze zabawy "w berka", "w śnieg" jakie one były niewinne. Jakież miłe wspomnienie. A zarazem przykre, smutne, bo chciałabyś aby się te chwile wróciły. Tymczasem daremnie...” - pisał w jednym z nich. W końcu jednak miłość zwyciężyła i Antoleniek powiódł Karolkę do ołtarza. I... wraz z nowopoślubioną małżonką zamieszkał gdzie? Oczywiście w drewniaku. Tu w 1905 roku przyszła na świat ich córka, a moja babcia - Janina Karolina.

Drewniak w kilku odsłonach

Drewniany dom na Kępie widnieje na wielu obrazach. Zawsze z tym samym rozległym kasztanowcem, ale na każdym obrazie jest inny. Bo też dla wielu drewniak był natchnieniem, ale każdy widział go inaczej. Przede wszystkim malował go ukochany syn Anny - Kazio. To on olejną farbą na desce utrwalił Kępę pełną stogów siana. Dziś w tym miejscu rozpościera się brukowany kocimi łbami koniec ulicy Dąbrówki, gdzie po lewej stronie stoi odrapany domek wybudowany przez Leokadię Karolinę. Nazywana w rodzinie Karolcią też malowała. Była uczennicą szkoły rysunku Wojciecha Gersona. To jej autorstwa jest widok drewniaka od strony dzisiejszego przedszkola przy Dąbrówki. Dopiero patrząc na jej obrazek widzimy, że dom stoi na górce. Jeszcze na początku dwudziestego wieku, zanim uregulowano Wisłę, wiosną okoliczne łąki stawały pod wodą. Nad nimi górował jedynie drewniany domek Anny. Z tego samego miejsca co Karolcia namalował drewniak jej szwagier Wacław Chodkowski – również uczeń Wojciecha Gersona. Ten sam, który jest autorem portretu Anny. Urodzony w Kozienicach osiedlił się w Warszawie na Saskiej Kępie i ożenił z córką Anny – Heleną. Miał z nią troje dzieci – Henryka, Eugeniusza i Helenę. Portret ojca Anny – zgorzkniałego Aleksandra Neumanna siedzącego na ławeczce oczywiście przed drewniakiem - namalował jej syn, poległy podczas wojny polsko-bolszewickiej pod Ostrowią Mazowiecką Kazimierz Przybytkowski. Drzewo rosnące przed domem zdaje sie ukrywać w konarach czaszkę. Duch Karoliny?

Ile ganeczków?

Sam drewniak przez lata ulegał drobnym przebudowom. Pierwotnie miał jeden ganek, nad którym znajdował się balkon. Z czasem ganek został przebudowany na werandę. Zmieniały też swój kształt przybudówki. I zmieniał się kolor dachu. Sam dom był spory, bo o kubaturze 853 metrów sześciennych. Jednak zbyt mały, by mógł pomieścić Annę i wszystkie jej dzieci z rodzinami. To dlatego już po przyłączeniu Saskiej Kępy w granice Wielkiej Warszawy w 1916 roku i po wytyczeniu w latach dwudziestych ulic nawiązujących do wojny polsko-radzieckiej (Walecznych, Obrońców, Zwycięzców) Anna podzieliła ziemię między dzieci. Wtedy też wokół drewniaka zaczęły wyrastać domy jej córek i synów – w tym najmniejszy i mocno odrapany dziś domek Karolci. Jednak drewniak nadal był rodzinnym centrum kulturalnym. I nadal miał jeden ganeczek. Od strony południowej. Z balkonu widać było ulicę Francuską.
Drewniak przetrwał wojnę. Mój ojciec w swojej książce „Tak zapamiętałem” (PIW 1979) – wspomnieniach z czasów wojny opisał wyprawę jaką odbył pieszo pod koniec października 1939 roku z Sadyby do Sródmieścia. „Zaszliśmy też do rodziny mamy na Saską Kępę. Cioteczny brat mamy, wuj Genek Chodkowski już wrócił. Walczył jako porucznik w obronie Grochowa. W dniu kapitulacji schował mundur, nie poszedł do niewoli. Na niemieckie wezwanie do rejestracji oficerów nie zgłaszał się. Kilkudziesięcioletni drewniany domek prababci, Anny Przybytkowskiej, był cały.” Powstanie i kapitulacja Warszawy również obeszły się łaskawie z drewniakiem. Mój dziadek – Bronisław Piekarski w liście jaki przysłał do rodziny rzuconej przez los do Częstochowy pisał:
„We wtorek przez 15 minut byłem na Saskiej Kępie. Będę tam jeszcze. (...) Warszawa wygląda strasznie. Widok, jaki ma się przed oczyma, nie da się opisać. Kępa jest tylko uszkodzona przez pociski artyleryjskie. Chałupa Mamy (czyli dom Karolci) ucierpiała najwięcej. Najgorsze, że pod okiem wszystkich rozkradają co się da. Okna i drzwi już rozkradziono. Na co teraz kolej przyjdzie, trudno powiedzieć. Dom nie nadaje się zupełnie do zamieszkania. Chałupa babci stoi.”

Laurka na 90-lecie

W 1952 roku powstał ostatni obraz przedstawiający drewniak namalowany przez Wacława Chodkowskiego. Jeden z nielicznych ukazujących domek od strony północnej. Tej bez ganku i balkonu. To okolicznościowa laurka na dziewięćdziesiąte urodziny Anny. Na akwarelce podpisali się wszyscy. Dziś niektóre podpisy wyblakły. Z trudem rozpoznaję rękę prababci Karolci. Rok potem zmarł Wacław, kilka miesięcy później sama Anna. Dom zaczął popadać w ruinę. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych Bogdan Szenk postanowił urządzić jakoś swoich synów. Jemu, jako najmłodszemu wnukowi Anny oraz późnemu dziecku Anieli Przybytkowskiej i Witolda Szenka przed wojną wybudowano blok. Budynek Dąbrówki 9/11 został po wojnie włączony do kwaterunku. Wuj Bogdan z dwoma dorastającymi synami gnieździł się w dwupokojowym mieszkanku. Na jego apel 23 listopada 1977 roku w gmachu hipoteki stawiło się trzynastu krewnych, z których każdy miał udziały w drewnianym domku. W przypadku kilku z nich ten udział wynosił 3/72 całości. Dom był wtedy w ruinie. Wuj Bogdan postanowił przywrócić mu dawną świetność. Wszystko z myślą o synach – Olgierdzie i Danielu. Dlatego, że poza ciasnym mieszkankiem nie miał nic – wszyscy z rodziny sprzedali mu swoje udziały w drewniaku. Remont domu trwał kilka lat. Stary drewniak trzeba było unowocześnić. Podciągnąć kanalizację. Uzyskać zgodę konserwatora zabytków na wybudowanie garaży – przydatnych w drugiej połowie dwudziestego wieku. Ale dom zyskał nie tylko garaże. To wtedy otrzymał drugi ganek i drugie wejście - od strony północnej. Chodziło o to, by Olgierd i Daniel dostali po równo. Dziś trudno wyobrazić sobie drewniak bez dwóch ganków. Tak jak i trudno niektórym pojąc, że cały czas jest w rękach tej samej rodziny. W końcu matka Anny była z domu Szenk. Tak jak i obecni właściciele. 


Widzisz błąd na tej stronie? Napisz
 
 

Ostatnia aktualizacja: 2014-06-12

Copyright © Małgorzata Karolina Piekarska  
    Realizacja: webtime.pl